„Śladami Niezłomnych” | 28 lutego 2026 | Relacja
28 lutego, w przeddzień Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, w kozienickim muzeum odbyła się prelekcja „Śladami niezłomnych". O zagadnieniu opowiedział Jacek Karczewski – historyk, wieloletni dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Spotkanie było uzupełnieniem oficjalnych obchodów poświęconych tym, którzy po zakończeniu okupacji niemieckiej nie złożyli broni.
Przybyłych przywitał dyrektor muzeum, Maciej Kordas. Wskazał, że podczas oficjalnych obchodów wielokrotnie podkreślano potrzebę przywracania pamięci o podziemiu zbrojnym, muzeum zaś wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. Po nim głos zabrał prelegent.
Jacek Karczewski swoje wystąpienie rozpoczął od refleksji o charakterze ogólnym – o zmaganiach z lat II wojny światowej, akcji rozbrajania żołnierzy podziemia przez Armię Czerwoną oraz tworzeniu zrębów władzy publicznej pod kuratelą ZSRR (ta, często wobec braku działaczy komunistycznych na poszczególnych terenach, opierała się na ludziach związanych z AK). Swój wywód ilustrował przykładami zarówno z okolic Ostrołęki, jak i regionu radomskiego. Zaznaczył, że o Kozienicach nie chce mówić dużo, ponieważ wolałby raczej dowiedzieć się czegoś o naszych bohaterach od nas. Wspomniał jednak, że niewiele znanych mu relacji o działaniu komunistycznego aparatu bezpieczeństwa zawiera opisy takiego bestialstwa oprawców, jak te pochodzące z naszego terenu. Powiat ostrołęcki był z kolei swoistym ewenementem dlatego, że jako jedyny w Polsce, odwzorowywał nowy podział administracyjny kraju po zakończeniu działań obronnych w roku 1939. Część północną wcielono bowiem do III Rzeszy, południową do Generalnej Guberni, pas wschodni natomiast do Związku Sowieckiego. „My już wtedy poznaliśmy, co to jest Rosja bolszewicka" - podsumował.
Opowiadając o początkach swojego zainteresowania tematyką Wyklętych i motywacji, jaką się w swojej pracy kierował, prelegent zaznaczył: „moim celem od lat 90. było zwalczyć tę stalinowską maksymę, że „śmierć jednego człowieka to dramat, ale miliona... to tylko zwykła statystyka". Podkreślił ludzki wymiar tragedii tych żołnierzy, przypominając, że „Obowiązkiem żołnierza jest, jeśli trzeba, pójść i walczyć. Więc walczy. Gdy trzeba zginąć – ginie. Ale później zostają rodziny." To właśnie historie związane z poszukiwaniem świadków historii, w szczególności członków rodzin uczestników podziemia niepodległościowego, stanowiły istotną część wystąpienia. Jedną z nich był przypadek Aleksandra Góralczyka „Topora", którego oddział rozbito 11 listopada 1953 r. w Dudach Puszczańskich (dziś pow. ostrołęcki, gm. Łyse). Szczątki zabitych pochowano w nieznanym miejscu. Jacek Karczewski, zaangażowany w budowę pomnika upamiętniającego partyzantów, zadzwonił m.in. do córki „Topora", która po wspomnianych wydarzeniach wyjechała wraz z matką na Górny Śląsk. Kontakt ten wspominał w następujący sposób: „Czy mam przyjemność [rozmawiać] z córką Aleksandra Góralczyka «Topora»? Nie wyobrażają sobie państwo, jaka w tym momencie zapadła cisza w słuchawce. Miałem wrażenie, że słyszę, jak tej kobiecie drżą powieki i oczy zalewają się łzami. [...] Od 60 lat nikt nie wypowiadał imienia i nazwiska jej ojca". Następnie rozmówczyni zadała pytanie: „Co roku patrzę 1 listopada, jak ludzie wychodzą z kościoła [...], żeby zapalić znicz na grobach swoich bliskich. A ja się tylko patrzę przez okno! Proszę pana – czy odnajdziecie mojego ojca?".
W trakcie wykładu prelegent nawiązał dyskusję z publicznością, m.in. z p. Marianem Śledziem, który wręczył mu swoją książkę „Do socjalizmu przez więzienie", a także został poproszony przez dyrektora o podsumowanie spotkania.
Mamy nadzieję, że taki sposób prezentacji trudnych wątków naszej historii, odchodzący od suchych faktów i odwołujący się do realnych, ludzkich doświadczeń, znalazł Państwa uznanie i że nieraz jeszcze spotkamy się przy podobnych okazjach.
Powrót

















